Rolnictwo przemysłowe bardziej ekologiczne

Pod przewodnictwem Nandity Basu i Kimberley Van Meter z Uniwersytetu Waterloo zostały przeprowadzone zakrojone na szeroką skalę badania mające określić, jaki wpływ ma przemysłowe rolnictwo na stan wód. Wyniki okazały się szokujące.

Regulacje dotyczące ograniczenia użycia szkodliwych substancji w postaci chemicznych nawozów sięgają początków lat 80., a jednak niemal pół wieku później sytuacja poprawiła się tylko nieznacznie. Dostające się do wód gruntowych oraz zbiorników wody pitnej azotany i siarczany wywołały negatywne zmiany, których skutki utrzymywać się mogą nawet przez kilkadziesiąt lat, jak wynika z badań.

Badając zmiany środowiskowe największej kanadyjskiej rzeki Mackenzie, naukowcy przeanalizowali zbierane przez ponad 50 lat dane dotyczące nie tylko samego systemu rzecznego, ale także rolnictwa – hodowli trzody oraz zużycia nawozów. Okazało się, że wykorzystanie chemicznych wspomagaczy w rolnictwie zaczęło drastycznie maleć już w późnych latach 80., ale jakość wody nie uległa znaczącej poprawie.

Zauważono również, że o ile systemy wodne o dużym przepływie faktycznie są w stanie poradzić sobie z zanieczyszczeniami w przeciągu od 5 do 10 lat, o tyle tam, gdzie przepływ jest mniejszy, rzeczywista poprawa jakości wód może zająć nawet kilka dekad.

Dlatego ważnym jest, by właśnie przez pryzmat czasu niezbędnego dla systemów wodnych do oczyszczenia się ze szkodliwych substancji planować działania proekologiczne. Regulacje dotyczące poprawy stanu wód realnie dadzą efekty dopiero po kilkudziesięciu latach, zakładając drastyczne zmniejszenie wykorzystania chemii. Jeśli zmiany nie będą daleko idące, stan wód pozostanie krytyczny.